Monthly Archives: Lipiec 2009

Podwórko zagłady…

Pewnego niespecjalnie słonecznego poranka zaatakowało mnie stado mrówek. Totalna inwazja.
Początkowo  z przerażeniem obserwowałam krople potu na ich czołach i ogromny wysiłek, kiedy próbowały wdrapać się na koc, co można śmiało porównać do ciężkiej wspinaczki na Mount Everest. Dzielnie pokonywały wszelkie przeciwności meteorologiczne w postaci…
hm, choćby wiatru.  Były niestrudzone.
Ale były czarne. A ja jestem mrówką czerwoną wedle opinii mojego chłopaka, zatem 1:0 dla mnie – szybki atak z zaskoczenia,
myk! i mrówek nie ma. Czerwona mrówka zawsze ma przewagę. Rozwaliłam całe mrowisko w sposób profesjonalny, niczym słynny Dirk Pitt –  bohater powieści sensacyjnych Clive’a Cusslera.

Wiecie co? Lubię koloryzować…
Mrówka była jedna i zmiażdżyłam ją słuchawką od mp3.
:-)
Wakacje są nudne.


"Niedorosła miłość"

Do napisania czegokolwiek, co miałoby ręce i nogi, zabierałam się już kilkakrotnie, jednakże wszystkie próby spełzły na niczym i zostawiły swój ślad w szkicach. Brak mi natchnienia, czasu i tematu. Będzie więc krótko.


Oduzależniłam się grać w simsy po sześć godzin dziennie.
Wszystko to za sprawą kuzynki, która nieustannie spragniona jest rozrywek typu:
1. malowanie farbami,
2. rysowanie,
3. spacery z psem,
4. jeżdżenie na rolkach,
5. wydawanie pieniędzy cioci na lody, żelki i Twistosy.
Na każdą odmowę odpowiada szantażem o treści „Bo pojadę do domu!”.


Raz się komuś chwaliłam, że jak zostanę wszechstronnie uzdolnionym szalonym naukowcem po zasłużonym mi Noblu z chemii (wszyscy znają doskonale moje wybitne osiągnięcia w tej dziedzinie), znajdę jakiś sposób, jakkolwiek by on nie wyglądał, na stworzenie cudownej wręcz strefy klimatycznej, której nieznane będą deszcz, śnieg, wiatr (z uwagi na ciągłe problemy z grzywką) i temperatury poniżej zera. Kiedy uda mi się ów cel osiągnąć, zaszyję tam swój tyłek i nigdzie się stamtąd nie ruszę. Przysięgam!

Tymczasem przeklinam beznadziejną pogodę, która ma chyba zespół napięcia przedmiesiączkowego, bo nie może się przełamać i życzliwie dostarczyć mi słonecznych wakacji.


12 dni do wyjazdu.
Szczerze mówiąc, jestem tym wszystkim zaintrygowana, żeby nie powiedzieć zaniepokojona. Spędzę 2 tygodnie z osobami, które naznaczyły się dość wyraźnie w moim jakże krótkim życiu. Z jednymi jestem związana emocjonalnie, z innymi wiąże się masa wspomnień – ważnych wspomnień, jednych z najważniejszych. Konfrontacja z tymi należącymi do drugiej kategorii nurtuje mnie najbardziej, bo od dłuższego czasu w głowie mam natłok sprzecznych myśli, co niekoniecznie pomoże mi w podejmowaniu właściwych decyzji.
Ale w kryzysowych sytuacjach pocieszam się słowami:
Osiągnęłaś to, o czym marzyłaś, więc zadbaj o to, żeby tego nie stracić.”
Wierzę w swoją silną wolę… Jeśli jednak mnie zawiedzie, liczę na Anię, która z pewnością będzie potrafiła zmusić mnie do słusznego postępowania.

***

Klaudia:
„Karola, a pojedziemy na pogrzeb Michaela Jacksona?”