Podwórko zagłady…

Pewnego niespecjalnie słonecznego poranka zaatakowało mnie stado mrówek. Totalna inwazja.
Początkowo  z przerażeniem obserwowałam krople potu na ich czołach i ogromny wysiłek, kiedy próbowały wdrapać się na koc, co można śmiało porównać do ciężkiej wspinaczki na Mount Everest. Dzielnie pokonywały wszelkie przeciwności meteorologiczne w postaci…
hm, choćby wiatru.  Były niestrudzone.
Ale były czarne. A ja jestem mrówką czerwoną wedle opinii mojego chłopaka, zatem 1:0 dla mnie – szybki atak z zaskoczenia,
myk! i mrówek nie ma. Czerwona mrówka zawsze ma przewagę. Rozwaliłam całe mrowisko w sposób profesjonalny, niczym słynny Dirk Pitt –  bohater powieści sensacyjnych Clive’a Cusslera.

Wiecie co? Lubię koloryzować…
Mrówka była jedna i zmiażdżyłam ją słuchawką od mp3.
:-)
Wakacje są nudne.

Reklamy

8 responses to “Podwórko zagłady…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: