A wieczorami…

Nie czaję tego wszystkiego. Nie czaję swojej psychiki.
Po ciężką cholerę czytam te horrory?

Prąd tani nie jest, a po przetrawieniu kolejnego opowiadania, muszę zasypiać przy włączonym świetle. Mamy kryzys ekonomiczny – i to powinien być odpowiedni argument, żeby książkę odłożyć, ale i tak dobrze wiem, że tego nie zrobię. Bo książki to część mnie. Od zawsze.

Mogę leżeć dwie godziny z otwartymi oczami, rozglądając się wokół siebie i drżeć na dźwięk każdego niby szmeru, ale będę czytać ciągle. Bo apetyt rośnie w miarę połykania kolejnego wersu. I czytam. Nieustannie.
A kiedy będę bać się już tak naprawdę, to mu o tym napiszę, a on każe wyobrazić sobie, że mocno mnie przytula. Czasem to pomaga. Bo wszystko ma odzwierciedlenie w wyobraźni, a moja nigdy nie szwankowała.
W chwilach zupełnie kryzysowych mówię wyniosłym tonem „Spier***aj” do wyimaginowanej postaci, która się czai gdzieś w kącie i wszystko wraca do normy.

Pójdę teraz pochłonąć kolejną historię o wampirze i jego jadłospisie, gryziszczęce-mordercy bądź upiornym miasteczku o nazwie Niebo Rock’n’rolla, gdzie burmistrzem jest Elvis Presley. Miło, prawda?

Jeszcze 400 stron i przerzucam się na filozofię – przysięgam!

***

Mojemu Wojtusiowi – szczęścia! :**
Kocham, kocham, po stokroć kocham.

Reklamy

4 responses to “A wieczorami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: