Monthly Archives: Listopad 2009

najbliżej prawdy.

jest zimno. mam poparzoną rękę.
toczę bitwę ze słońcem. moją bronią są żaluzje, ale ono i tak wdziera się do pokoju i wali po oczach oślepiającym blaskiem.
jest zimno. rozkoszuję się świadomością, że prawdopodobnie moją jedyną sferą prywatności nienadszarpniętą przez otoczenie jest ta jedyna tajemnica.
zrobię sobie budyń. czekoladowy! potem z trwogą stanę na wadze i zejdę pełna zadumy. jak to możliwe?
jest zimo. pomimo wszystkich niedoskonałości, zbliżam się do niego nieustannie. wiem, że to wyjątkowe. on czyni mnie dobrą, wyznacza mi właściwą drogę. napomina, krytykuje, kiedy trzeba.
jest zimno. nie lubię tego.

jadę do babci.

Reklamy

mi się nie chce.

skłamać. złamać obietnicę. rozstać się raz na zawsze w smutku i przekonaniu, że traci się coś ważnego. zadowolić siebie.
albo zrobić coś wbrew swojej wygodzie. uszczęśliwić innych i z czystym sumieniem pomęczyć się ten niedługi czas.
wspomnienia pozostaną. mimo wszystko.

to ja wybieram wariant pierwszy.


Rachunkowość.

Powiedziałam dzisiaj „kurwa” jakieś sześć tysięcy razy.

Pójdę do piekła.


za oknem…

… droga. autobusy przejżdżające średnio co godzinę. widok dzieci biegnących na przystanek o 7:37. jak w filmie. jest też latarnia. która świeci właśnie wtedy, kiedy ja chcę zasnąć. teraz też świeci – moim zdaniem zbyt intensywnie. i panorama miasta. coś zupełnie innego niż tydzień temu.
ale moje życie nabrało teraz zielonej barwy. tak, jak marzyłam.
jest pięknie.
:)

atmosfera się rozluźniła. rozstanie zacieśniło więzi, a rozmowa nie była taka straszna, jak przewidywałam. wystarczyło wyciągnąć rękę.
są jeszcze oni.  przebywający obecnie w Muszynie, żyjący w błogiej nieświadomości, że zostali sami.

och! life is brutal.